Reforma planowania przestrzennego z 2023 r. miała przynieść od dawna wyczekiwany porządek: plany ogólne gmin, cyfryzację i przejrzyste zasady, które wreszcie uporządkują sposób, w jaki kształtujemy przestrzeń. Ambicja była słuszna, lecz praktyka szybko pokazała, że część nowych regulacji bardziej spowalnia działania gmin, niż je wspiera. Paradoks polega na tym, że choć mowa o planowaniu, a nie o praniu czy maglowaniu, to dopiero „w praniu” wyszło, które przepisy wymagają natychmiastowej korekty. I tu pojawia się projekt ustawy naprawczej – szybka interwencja, zanim formalizmy całkowicie sparaliżują samorządy, jak i inwestorów. Projekt 7 listopada 2025 r. trafił na biurko Prezydenta i wciąż czeka na podpis. Jedną z kluczowych zmian jest rezygnacja z obowiązkowych uzgodnień projektu planu ogólnego na wstępnym etapie. Dokument ten ma charakter ramowy, a jego zbyt wczesne wikłanie w rozbudowane procedury było jak proszenie architekta o certyfikaty i odbiory techniczne zanim jeszcze narysuje pierwszą kreskę. Zastąpienie uzgodnień samym opiniowaniem ma odciążyć administrację i pozwolić planistom skoncentrować się na pracach merytorycznych.
Kolejne usprawnienia dotyczą relacji między planem ogólnym a planami miejscowymi. Odejście od sztywnego przenoszenia wskaźników zabudowy – zwłaszcza maksymalnej powierzchni zabudowy – przywraca elastyczność, tak potrzebną w zróżnicowanej polskiej przestrzeni. Plan ogólny, zgodnie z nazwą, powinien opierać się na założeniach ogólnych. Gdyby jego treść zaczęła powielać poziom szczegółowości właściwy planom miejscowym, trudno byłoby obronić sens istnienia odrębnego aktu tego typu.
Dużym ułatwieniem dla gmin jest również czasowe zawieszenie kar za opóźnienia w wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy. Od czasu reformy liczba wniosków wzrosła skokowo – w niektórych gminach o ponad 100% – przy jednoczesnym obowiązku sporządzania planów ogólnych. Nic dziwnego, że administracja zaczęła działać na granicy wydolności. Zawieszenie sankcji oraz doprecyzowanie reguł pięcioletniej ważności decyzji WZ mają ustabilizować sytuację. W szczególności istotne jest to, że pięcioletni termin nie obejmie decyzji wydanych w sprawach wszczętych przed 16 października 2025 r. Chroni to inwestorów przed skutkami kolejek, na które nie mają wpływu, a które są prostą konsekwencją dotychczasowych rozwiązań ustawodawcy. To właśnie widmo „terminowych” WZ skłoniło wielu inwestorów do pospiesznego składania wniosków, co z kolei spowodowało wspomniane kolejki i opóźnienia w wydawaniu decyzji. Wszystkie te korekty świadczą o rosnącej świadomości, że prawo planistyczne – aby działało – musi być nie tylko ambitne, lecz także stosowalne. Projekt ustawy jest więc próbą dostosowania przepisów do realiów, a nie odwrotnie.
I choć trudno oczekiwać, że reforma uczyni planowanie przestrzenne całkowicie odpornym na chaos, to z jest nadzieja, że proces ten stanie się nieco bardziej przewidywalny.
Ostatecznie projekt ustawy naprawczej to próba pogodzenia ambitnych założeń z tym, co faktycznie wykonalne. Czy dzięki zmianom planowanie przestrzenne stanie się wreszcie procesem bardziej przewidywalnym? Byłoby idealnie. A jeśli rzeczywistość po raz kolejny wyprzedzi przepisy, to pozostaje mieć nadzieję, że skoro ustawodawcy udało się tym razem zauważyć problem na czas, to może w przyszłości będzie już trzymał rękę na pulsie – a nie tylko na pieczątce.
Chcesz dowiedzieć się więcej?
Napisz do nas!
Urszula Krupa, Managing Associate
urszula.krupa@ngllegal.com